Odkurzyłam głowę, odgrzebałam trochę starych i bardzo starych pomysłów, zaczęłam od nowa.
Jak to zwykle bywa, nikt nie wie, a już w szczególności ja, w jakim kierunku to wszystko pójdzie.
Jedno jest pewne. Będzie dokładnie tak, jak chcę, albo wcale. Będą przepisy własne i podpatrzone. Mam nadzieję, że trochę więcej zdjęć cieszących oko, a nie tylko brzuchy. Może ciut więcej słów i historii. Dużo jedzenia. Więcej spotkań. Zobaczymy.
Póki co, jest pełnia optymizmu i dobrych myśli. Są chęci i niecierpliwość. Cieszę się, że wracam. ANNA miała rację, że zacznę tęsknić.
Mam nadzieję, że zmiany wyjdą mi na dobre. A jak widać, do góry nogami wywaliło się wszystko. I tak miało być. I to mnie cieszy najbardziej.
Nowa energia, no i nowe logo.
Najpyszniejsza czekolada z cebulą jaką jadłam. Logo zaprojektowała Jot. Interpretując złożoną osobowość Katarzynki (!), badając ilość Katarzynki
w Katarzynce… prawdziwa droga przez mękę! Udało się. Uwielbiam moje nowe logo i stronę, ogromnie. I Jot, za wytrwałość, czas jaki mi dała
i cierpliwość bezgraniczną. I naszych mężów, za pomoc, zdrowy rozsądek i dźwiganie ciężkiego kaganka oświaty w gęsty, ciemny las...
Zapraszam Was do odwiedzenia JOT (tutaj), chociaż tyle mogę zrobić. Dziękuję Kochana. Do końca życia mogę Ci gotować zupy :-)
Mam nadzieję, że zgłodnieliście. Ja bardzo…
♥
23.10.13
6.6.13
Deser Nic na pożegnanie
Przed wyjazdem trzeba opróżnić lodówkę.
Nie lubię marnować jedzenia.
I siebie nie lubię marnować.
Wiosna powinna być zielona.
Trzeba o to dbać.
Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Spróbuję mądrze szukać.
Swojego miejsca…
W związku z owym poszukiwaniem blogowego sensu pewnie nie będzie mnie dłuższy czas. Pewnie wrócę. Mam nadzieję. Pewnie trochę odmieniona. Wierzę, że będzie lepiej. Dla Was i dla mnie. Nie będę się mazać i rozpisywać, choć pewnie zasługujecie na wyjaśnienia. Może później.
Dziękuję tym, którzy byli ze mną, oglądali i czytali. Mam nadzieję, że poczekacie i jeszcze tu wrócicie.
Ja idę szukać. Po drodze będę Was odwiedzać.
Ja idę szukać. Po drodze będę Was odwiedzać.
Ściskam gorąco.
Życzę niepoprawnie upalnego lata.
Gorących nocy do rana.
Muuuuuua!
♥
Dziś udany deser z nieudanej bezy. Wszystko siadło, tylko piękna skorupka została. Nie mogła się zmarnować.
Z bitą śmietaną i truskawkami smakowała jak najlepszy wypiek ;-)
PSss... Bardzo dziękuję Ani ze sklepu Casa Bianca za piękny prezent, w którym zaserwowałam deser. Zapraszam Was do buszowania po sklepie ;-)
DESER NIC
NOTHING BUT SWEET DESERT
Na 4 porcje:
skorupka z nieudanej bezy o średnicy 24 cm
15-20 świeżych truskawek
350 ml śmietany kremówki
płaska łyżeczka cukru pudru
Śmietanę ubić z cukrem i przełożyć do miseczek. Bezową skorupkę pokruszyć na bitą śmietanę, udekorować truskawkami pokrojonymi w cienkie plasterki. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!
Smacznego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
