11.6.12

Dieta dobra na wszystko!




W poniedziałek… na pociechę i dobre chęci.
Smażone piersi kacze z cukinią w cieście i ziemniakami pieczonymi z czosnkiem.

We wtorek… na otuchę i myśli.
Stek wołowy gotowany z młodymi warzywami wiosennymi.

W środę… na pogodę i kwaśną minę.
Kotlety schabowe w musztardzie, szczypiorku i ogórku, z walijską grzanką z serem i piwem.

W czwartek… na zachętę i wspominki.
Kotlety cielęce po włosku z szałwią i pecorino z bruschettą.

W piątek… na dzikie żądze i smaczki.
Steki z sarny z sosem z czerwonego wina i kaszą bulgur z pancettą i warzywami.

W sobotę... na oklaski i rewolucje.
Jagnięcina duszona w winie z ryżem po hiszpańsku.

Dziękuję Kochanie 



13 komentarzy:

Aurora pisze...

Oda do mięsiwa :D

kachna pisze...

Fajny ten "przepisnik"! Gie zaszalal;) Tylko wyjasnij mi prosze jedna rzecz...czy sa to dania, ktore planuje Ci przyrzadzic czy jest to ladnie oprawiony "koncert zyczen"?:)
Buzka!:*

onionchoco pisze...

Aurora - oooo tak, mam mięsożercę z krwi i kości :)

Kachna - kochana, ja to wszystko już jadłam! Sprawdzone, zjedzone :) Poniedziałek, środa, piątek to moje beściaki. Póki co, bo dzieło się ciągle rozrasta w miarę wzrostu apetytu Gie na gotowanie :)
Mam nadzieję, że będziesz miała okazję spróbować i coś sobie osobiście wybrać :*

kachna pisze...

No masz...a ja glupia myslalam, ze to wszystko jest w sferze planow i marzen:))) Gdybym miala obstawiac moje typy, to podpisuje sie po pon-wt-sr, a to tylko dlatego, ze nie jadam "szczeniaczkow" i ta sarenka i te jej oczeta...:( Ale jak piszesz dzielo sie rozrasta, wiec...;)

onionchoco pisze...

kachna - tia, te oczka... rozumiem Cię, bo sama jadam rzadko i uwielbiam szczeniaczki. Zresztą sama się kiedyś dziwiłaś, że ja w ogóle jadam mięso :) Ale kaczucha jest luksusowa i na pewno doczeka się oddzielnego wpisu.
Ty lepiej powiedz co było wczoraj na obiad u teściowej? :))

Żorż Ponimirski pisze...

A ja jestem na dwóch dietach. Na jednej, obawiam się, umarłbym z głodu ;) sarenke ostatnio robiłem, dostałem połówke w prezencie. Były szaszłyki, był gulasz, była pieczeń w winie i był gulasz. Poezja! Została mi jeszcze przednia noga, czeka aż ją uwędzę :D
pozdrawiam

onionchoco pisze...

Żorż - rozumiem, że dieta głodowa to ta uliczna :) Mój Gie byłby przeszczęśliwy gdyby dostał taki prezent! Miałeś nieźle dziki tydzień :) pozdrowienia

Żorż Ponimirski pisze...

Dwa razy wpisałem gulasz :D A oprócz gulaszu był BIGOS! też cudnie smakował :)

onionchoco pisze...

Żorż - dobry gulasz może być i dwa razy :) A bigos na dziczyźnie... miód!

kachna pisze...

Ale ze mnie gapa! Zapomnialam Ci napisac Guglielminowe menu obiadowe. W poniedzialki zjada sie zazwyczaj niedzielne resztki i tak tez bylo w tym tygodniu;) Zostalo troche zapieknych pod parmigiano warzywek (fenkuly, czerwona cebula i paski cukini) A na swiezo wskoczyly na patelnie filety z pstraga (moj tesciu to zapalony "rybok") z pomidorkami i kaparami...py-cho-ta!:)))

onionchoco pisze...

Kachna - no to wpadłaś! Teraz będę Cię dręczyć o "teściowe menu" częściej. Może jak chociaż trochę z tego ugotuje to będę bardziej włoska ;) i pogoda mi się zrobi lepsza!
A Ty gotujesz czasami teściowej coś "naszego"?

kulinarna mekka pisze...

ale masz dobrze.. moje kochanie robi tylko spaghetti aglio olio peperoncino i salate, hahahaaa... ale za to smakuje bardzo dobrze! :)) je za to za dwóch, wiec mam radoche z gotowania...

menü gie jest boskie. nie opuscilabym ZADNEGO dania. uwielbiam sarenki, szczeniaczki, kaczatka i wszystkie zwierzeta, i nie potrafilabym im sama zrobic krzywdy. musze sie jednak przyznac, ze nie potrafie sie oprzec, jak stoi przede mna pieknie pachnace danie. boze, czy jestem straszna hipokrytka???? blagam o wybaczenie...

onionchoco pisze...

Basia - ja też jem i się rozgrzeszam. Póki dzikie mięso jest ze sprawdzonego źródła i generalnie, nie ma się nic przeciwko jedzeniu mięsa, to myślę, że to nic zdrożnego.

Fakt, mam dobrze :) Przekażę Gie opinię o boskości, to go na pewno natchnie do kolejnych dań :))
buziaki :*