29.11.12

Inżynier Karwowski, szarlotka i ja...

Dziś mało co wiadomo. Są miliony opcji do wyboru.
Każda wydaje się równie dobra. Każda może okazać się zła.

Taka pralnia. Niby całkiem dobra opcja.
Wczoraj odpływ do pralki był. Dziś odpływu już nie ma.
Kolejna mała wielka katastrofa.
Więcej za mną niż przede mną.
Lepsze rozgrzebane cztery kąty, niż brak piątej klepki.
Inżynier Karwowski dźwignął Dworzec Centralny.
Ja dźwignę Mieszkanie Nasze!

Spokojnie, (jeszcze) mamy co jeść ;) Mamy od Mamy. Fasolówka, zrazy, no i ta szarlotka…

PSss. Dwa największe kawałki dzielę między damy. Jot, dzięki której w czasach kryzysu mój blog nie zarasta mchem i Be, która Chefem jest i basta!


SZARLOTKA MAMY
MOM’S APPLE PIE

Na tortownicę, ok. 25 cm średnicy
ciasto:
3 szklanki mąki
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 paczka masła roślinnego
2 jajka całe
2 żółtka
1-1,5 łyżki gęstej śmietany

duszone jabłka:
1,5-2 kg jabłek (antonówki, lub inne kwaśne, twarde jabłka)
cukier, cynamon do smaku

Posiekaj nożem mąkę z masłem, dodaj cukier i proszek, wymieszaj. Zrób wgłębienie i wbij jajka i żółtka. Ponownie wymieszaj (najwygodniej cały czas robić to nożem) dodaj śmietanę i szybko zagnieć, by masło nie zaczęło się rozpuszczać. Zrób z ciasta kulkę, trochę ją spłaszcz, włóż do foliowej torebki i schowaj do lodówki, najlepiej na całą noc.

Jabłka obierz, przełóż na dużą głęboką patelnię lub do rondla i duś na małym ogniu aż wyparuje woda. Kiedy jabłka będą gotowe, dodaj cukier i cynamon do smaku, dokładnie wymieszaj.

Wyjmij ciasto z lodówki. Przekrój je na 3 części (powstaną z nich spód, brzegi i wierzch). Krój ciasto w plastry (trochę cieńsze niż 1 cm) i najpierw wyłóż dno tortownicy tak, żeby całe było pokryte. Wstaw do nagrzanego piekarnika (180-190 stopni) i upiecz na złoty kolor (ok. 30 minut). Wyjmij i odstaw do lekkiego przestygnięcia. Mamy już dno :) 
Posyp dno bułką tartą. Brzegi tortownicy wyłóż drugą częścią ciasta i przełóż jabłka. Na jabłka połóż trzecią część ciasta. Możesz wyciąć z ciasta paski lub przykryć cały wierzch szarlotki (w opcji drugiej należy porobić widelcem dziurki w cieście, żeby jabłka cały czas parowały podczas pieczenia). Wstaw szarlotkę ponownie do piekarnika na ok.1,5 godziny (aż wierzch będzie chrupiący i złoty). Po wyjęciu posyp cukrem pudrem i pozostaw do wystygnięcia. 
Smacznego!




27 komentarzy:

Wiewióra pisze...

Taka mamina szarlotka najlepsza :)

katarzynka pisze...

Wiewióro - zgadza się. Nawet jak ciut się przypali ;) Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

piękna!!!
w ogóle piękne zdjęcia robisz!!!
rogalik
http://poszukiwaniasmaku.blox.pl/html

katarzynka pisze...

rogaliku - dziękuję Ci serdecznie. Cieszę się, że mnie odwiedziłaś. Zapraszam.

Justin&Dorothy pisze...

zdjęcia są bajeczne!! :)

kulinarna mekka pisze...

katarzynka wie, co zrobić, żeby mi się łezka w oku zarkęciła... ale się cieszę na jutro!!!

kachna pisze...

Cudownosci!:) Uwielbiam szarlotke i uwielbiam nawet taka lekko przypalona:) Ale na razie musze sie obejsc smakiem, bo przecie dietuje. Nie?;)
Inz.Karwowski owszem, moze i podniosl Dworzec Centralny ale nie zapominaj, ze mial do pomocy Maliniaka:)))
Pieknego weekendu Ci zycze!:*

anna pisze...

Katarzynko Droga,
lepsze rozgrzebane cztery katy niz brak piatej klepki, to piekne, ale zapomnialas :-) a co z szostym zmyslem?
A przeciez masz go, wiem o tym...w cudowny, nadmiarze.
Podoba mi sie wszystko, slowa i smaki i zdjecia... dzis ja sie usmiecham ;-)
Buziaki, Kochana

katarzynka pisze...

Justin & Dorothy - dziękuję Wam bardzo.

Basia - to już dziś! A dokładnie prawie za 3 godziny :)) Do zobaczenia kochana!

kachna - myślę, że szarlotki mały kawałek to byś mogła. Nie ma tu żadnych gorszących czekolad ani nic takiego. Ale możesz też sobie powiedzieć, że się spaliła i jest niedobra ;)
Maliniaków kochana, to ja mam ze czterech... :)))
Buziaków na cały weekend.

Anno - cieszę się, że Ci się podoba i tym uśmiechem się cieszę, bo aura pozytywnie nie nastraja. Masz rację, w sumie to pewnie szósty zmysł pomaga mi nie stracić piątej klepki. Mam nadzieję, że mi go wystarczy :)
Pięknego i spokojnego weekendu pełnego słodkości. Ściskam mocno.

Magda pisze...

O tak, troszke przypieczony brzeg, dobre jabłko w środku. Smak domu...Lubię:)

alucha pisze...

Katarzynko! Toż to ja mogę te Twoje słowa do siebie przypisać i nawet przed chwilą wyłażąc z wanny zastanawiałam się czy rozsądnie zająć się najpierw dogrzaniem łazienki czy też drobnym ulepszeniem kuchni.
Na szczęście są Mamy! Ciekawe co mnie skapnie po weekendzie ;)

Na taką szarlotkę skusiłabym się, oj skusiła...

Kaś pisze...

nawet te okruszki bym po niej zjadła :)

Jagoda pisze...

Szarlotka to moje ulubione ciasto, a taka od mamy musi na pewno smakować cudnie :)

katarzynka pisze...

Magda - podoba mi się zastąpienie "spalonego", "troszkę przypieczonym" :) Dziękuje za wizytę. Pozdrawiam.

alucha - aaa widzisz, czyli mnie rozumiesz. Trwają u nas te rozkopy już kilka miesięcy, ale na szczęście zaczyna się z tego wyłaniać dom :) No i dzięki mamie mamy siłę do działania! Po ciężkiej robocie kawałek szarlotki się należy bezwzględnie :) Buziaki.

Kaś - najpierw zapraszam na cały kawałek :)

Jagoda - muszę się zgodzić :) Bardzo ją lubię. Blisko jej wielkością i kształtem do porządnego tortu :) Ja też uwielbiam dobrą szarlotkę.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Udanego tygodnia.

Anonimowy pisze...

Zaglądam,podziwiam,smakuję...mniam,mniam :)
Uśmiecham się do Ciebie, do dnia, do świata...
Pozdrawiam i tulę czule....
Cedra.

alucha pisze...

Doskonale rozumiem Katarzynko, doskonale!
Ponadto, uprzejmie chciałam donieść, iż w lodówce magicznie pojawiły się Mamine krokiety i wiejskie jaja, które uwielbiam :D

Udanego tygodnia!

Veggie pisze...

no proszę, a jednak szarlotka dobra jest na wszystko ;-) wytrwałości życzę :-)

katarzynka pisze...

Cedra -jak zwykle nie wiem co powiedzieć, a to rzadko się zdarza :)) Baardzo Ci dziękuję!

alucha - nooo to kochana jesteś ustawiona na jakiś czas. U mnie wręcz odwrotnie, zapasy topnieją i to szybciej niż przewidywałam. Byle do Świąt! Wtedy nadmiar gwarantowany :))
buziaki.

veggie - dzięki wielkie. Taaak, szarlotka pomaga nawet na budowie ;)

Dominika pisze...

Jakie ładne zdjęcia u Ciebie! :)
szarlotka to najlepsze na świecie ciasto! :)

alucha pisze...

Jestem ustawiona odrobinę mniej - pożarłam właśnie 3 jaja (mogłabym jeszcze, ale nie będę przeginać). Czyli jutro wyruszam do parrentsów ;)
Miłego!

Konwalie w kuchni pisze...

Katarzynko, z Maminą szarlotką dźwigniesz, na pewno!:)

katarzynka pisze...

Dominika - dziękuję za odwiedziny i tak miłe słowa.

alucha - no właśnie, to jedyny feler zapasów - szybko topnieją. Tylko się nie przejadaj przed Świętami, bo musi zostać miejsce na później ;) buziaki i pięknego weekendu.

Magda - no staram się jak mogę! Szarlotka owszem, pomogła ;)

toPestka.blogspot.com pisze...

Moja babcia robiła identyczną. Myślałam, że tylko ona zna przepis :) wygląda przepysznie...

siankoo pisze...

o i znou szarlotka, prześladują mnie dzisiaj, a uwielbiam wręcz. Twoja preznetuje się perfekcyjnie i na pewno tak smakuje:)))

katarzynka pisze...

Pestko - przepis faktycznie jest z babcinego pokolenia, może to była w tamtych latach popularna warszawska szarlotka?? :))

siankoo - Dziękuję droga za miłe słowa. Masz dwa wyjścia - kuchnia lub cukiernia. Z przyzwoitości polecam opcję jeden :) Nie ma co z tym walczyć :)

Moni pisze...

szarlotka to coś, co lubię najbardziej, a jeszcze w takim wykonaniu... pycha :)

katarzynka pisze...

Moni - dziękuję. Ostatnio mam jabłkową fazę... wkrótce znowu jabłka będą :)