7.2.12

Ja śledzę, ty śledzisz...

Poznałam go jeszcze jako mała dziewczynka. Na wakacjach nad morzem. Pamiętam dobrze, że nie pachniał zbyt ładnie. Nie lubił dzieci. Z wzajemnością. Był trochę nudny. Zwyczajny i przewidywalny.

Z czasem przeniósł się do miasta. Wtedy nie było internetu. W ogóle mało co było. Ludzie czytali więcej książek. Częściej się spotykali. Nie wiedziałam dlaczego, ale dorośli często go ze sobą zabierali. Podobno pasował do towarzystwa, choć zwykle i tak kisił się we własnym sosie.

Przypomniałam sobie o nim kilka lat temu. Odnowiliśmy znajomość. Na początku kontakt był sporadyczny. Czułam, że pamięta moją niechęć sprzed lat. Wstyd tak po prawie dwóch dekadach milczenia władować się komuś w życie.

Dziś siedzimy sobie razem przy stole. W sumie wiele się nie zmienił. To ja zmieniłam o nim zdanie. Dalej poczciwy i prostolinijny. Ale bardziej otwarty i chętny do kompromisów.
Wspominamy stare czasy. Śmiejemy się z tego, co było. Wracamy do tamtych wakacji.
Tradycja to podstawa, mówi. Wiem, że ma rację, więc się nie sprzeciwiam. Czas zapomnieć o dawnych urazach. Udowodnię, że wiem co lubi. Zrobię coś tylko dla niego. Prezent z cebulką, olejem i solidną dawką pieprzu.
To post dla mojego przyjaciela. Niepozornego Pana Śledzika!


SAŁATKA ŚLEDZIOWA ZE SŁOIKA Z CZARNYM PIEPRZEM
HERRING SALAD WITH ONION & BLACK PEPPER

Nie podaję ilości składników tylko proporcje. Każdy robi ile zje :)

filety śledziowe (jak najgrubsze)
cebula
olej
ocet spirytusowy 10%
świeżo zmielony czarny pieprz

1 filet =1 cebula = jedna łyżeczka pieprzu
1 szklanka oleju = 2 łyżeczki octu

Filety wymocz w misce z zimną wodą ok. 20-30 minut. Dość luźno podchodzą do teorii, że śledzi z zalewy nie należy moczyć, bo tracą smak. Wszystko zależy od samego śledzia. Kiedyś, zalewy były przyzwoite, dziś jeśli śledź jest gorszej jakości nie da się zjeść bez moczenia, bo jest w nim sama sól. Trzeba po prostu liznąć zakupionego śledzia. Jeśli nie jest bardzo słony, omiń moczenie.
Pokrój filety w kostkę, ok. 1x1 cm lub ciut większą i włóż do miski. Dodaj cebulę i pieprz. Całość dokładnie wymieszaj i przełóż do słoików. Można śledzie lekko „upychać”. Wymieszaj dobrze ocet z olejem na zalewę i zalej, by płyn całkowicie pokrył śledzie. Zakręć. Po tygodniu odstania w chłodnym miejscu, śledzik jest gotowy zasiąść do stołu. Miłośnicy bardziej radykalnych smaków, mogą dodatkowo wrzucić do słoika mlecz lub ikrę.
Smacznego!

6 komentarzy:

Kasia pisze...

Dobre "śledzenie" to jest to :) On i moim przyjacielem jest :)

onionchoco pisze...

Nie będę zaborcza i podzielę się nim z przyjemnością :)

Paulina pisze...

Ja uwielbiam smażonego śledzia w zalewie octowej. Jestem z Gdańska i ryby to chluba tego regionu :) Kiedyś tez za nim nie przepadałam, a z czasem chyba się jakoś dogadaliśmy :)

onionchoco pisze...

Oooo, ja smażone robię tylko takie zupełnie "gołe". Jak byłam mała to mogłam zjeść cały słoik rolmopsów :)
Masz dobrze, bo śledziki z pierwszej ręki, choć podobno coraz ich mniej :(
Pozdrowienia

magda k. pisze...

śledzia uwielbiam od zawsze :) z przyjemnością wypróbuję Twój miks :)

onionchoco pisze...

Polecam. Śledziojadom baardzo smakuje :)